Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tunezja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tunezja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 stycznia 2012

Puchar Narodów Afryki 2012

Cały czas nie mogłam się zebrać żeby zrobić jakieś podsumowanie minionego roku – w końcu miało miejsce tyle istotnych wydarzeń, które odegrały się w krajach arabskich oraz wpłynęły na ład regionalny i globalny. Jednak skoro jest już prawie połowa stycznia, daruję sobie owe podsumowanie i skupię się na tym co jest teraz i co będzie.
A co będzie już niedługo? Puchar Narodów Afryki! Czyli turniej piłkarski rozgrywany o mistrzostwa Afryki organizowany przez Federację Piłkarską Afryki już od 1957 r. Turnieje finałowe od 1968 r. odbywają się co 2 lata. W pierwszym Pucharze Narodów Afryki w 1957 r.  startowały tylko trzy reprezentacje, czyli Egipt, Sudan i Etiopia. Od tego czasu rozgrywki nabrały większego znaczenia i obecnie biorą w nich udział prawie wszystkie afrykańskie państwa. Od 2010 r. zmieniono lata rozgrywek. Od 2013 r. Puchar Narodów Afryki będzie organizowany w latach nieparzystych (czyli teraz w 2012 i potem znowu w 2013, 2015 itp…)

W 2010 r. wygrał Egipt. Drugie miejsce zajęła Ghana, a trzecie Nigeria (pokonując Algierię). Tuż po tych  mistrzostwach miałam okazję być w Egipcie – i rzeczywiście – tzw. atmosferę zwycięstwa wyraźnie się wyczuwało.

Tymczasem już za parę dni odbędzie się 28. edycja turnieju o puchar Afryki. Gospodarzami tegorocznych mistrzostw są Gabon i Gwinea Równikowa.

Z racji, że jest to blog poświęcony krajom arabskim – skupię się wyłącznie na meczach, w których udział wezmą owe kraje;) Gdyby ktoś był zainteresowany obejrzeniem tego piłkarskiego wydarzenia (ciekawe czy zostanie to wyemitowane w polskiej tv?) podaję harmonogram rozgrywek:

21.01 godz. 19.30 – Gwinea Równikowa i Libia
23.01 godz. 20.00 – Maroko i Tunezja
25.01 godz. 17.00 – Libia i Zambia
27.01 godz. 17.00 – Niger i Tunezja
27.01 godz. 20.00 – Gabon i Maroko
29.01 godz. 19.00 – Libia i Senegal
31.01 godz. 19.00 – Gabon i Tunezja
31.01 godz.19.00 – Niger i Maroko

Udział może brać tylko 16 drużyn. Kraje – gospodarze mają zapewnione automatycznie miejsce, pozostałe 14 wyłoniono w trakcie kwalifikacji (w których udział biorą 44 reprezentacje krajów afrykańskich). Egipt i Algieria niestety nie zakwalifikowały się.

W Tunezji naród już czeka z niecierpliwością na nadchodzące rozgrywki, o czym świadczy chociażby poniższy clip :)




niedziela, 4 grudnia 2011

Sobotnie protesty w Tunezji

Minął prawie pierwszy tydzień wyborów w Egipcie i sytuacja za dobrze nie wygląda. Obawiam się, że moje wcześniejsze rozważania sprawdzą się. Ale nie o tym dzisiejszy post.  Będzie o dalszym ciągu historii kształtowania się quasi demokracji w państwie Maghrebu gdzie „wszystko się zaczęło”.

W Tunezji niespokojnie… w sobotę 3 grudnia tysiące Tunezyjczyków wyszło na ulice aby zamanifestować swoje poglądy na temat zaistniałego sporu dotyczącego roli religii w państwie.  Powstały tzw. dwie frakcje – islamiści kontra sekularyści (ich poglądów nie trzeba chyba wyjaśniać). W Bardo doszło do „spotkania” około 3 tysięcy islamistów (ich główne hasła to – „Islamic Tunisia is not secular!” i „No to secularist extremism”)  z niecałym tysiącem zwolenników państwa świeckiego. Niezbędna była interwencja policji. Warto dodać, ze napięcia między „obozami” narastają już od stycznia br. ale w sobotę miało miejsce pierwsze tego typu starcie na tle religijno – ideologicznym.
Zdaniem islamistów – świeckie elity, które próbują odgrywać  w państwie dużą rolę od momentu odzyskania niepodległości od Francji, cały czas ograniczają ich wolność wyrażania własnej wiary. Z kolei ich rywale zarzucają im próby uczynienia jednego z najbardziej liberalnych krajów arabskich państwem islamskim.
Zdaniem tych protestujących, którzy opowiadali się za zwiększeniem roli islamu w państwie, zwycięstwo partii Ennahdha jest wyraźnym sygnałem, że w tę stronę chce pójść społeczeństwo i wcale nie zaszkodzi to demokracji czy postępowym reformom. Wcześniej, ich zdaniem, żyli w państwie gdzie obowiązywała dyktatura mniejszości. Jak podaje Al Jazeera, na wiecu powiewały nie tylko flagi Ennahdh’y, oficjalnie nie popierającej protestujących islamistów, ale również zdelegalizowanej ultrakonserwatywnej partii Hizb Tahrir.
Skoro wspomniałam o partii Hizb Tahrir (Partia Wyzwolenia) - warto coś więcej o niej napisać. Jest to partia islamska o zasięgu międzynarodowym, powstała w latach 50. Jako filia palestyńskich Braci Muzułmańskich,  w swoim programie głosi między innymi odbudowę kalifatu, który powinien objąć cały świat muzułmański. Jest nastawiona antyzachodnio - nawołuje do obalenia prozachodnich rządów w państwach arabskich (głównie Egipt i  Arabia Saudyjska) i prorosyjskich w muzułmańskich państwach Azji Środkowej.
W każdym razie jest to wyraźny sygnał dla władzy i obserwatorów tunezyjskiej sceny politycznej, że dzieje się coś niepokojącego i może to wpłynąć na kierunki właściwego rozwoju polityczno - ideologicznego państwa. W artykule, który przytaczam (tu link), ostanie zdanie dało mi dużo do myślenia – „One young man on Saturday stood between the rival crowds with tape over his mouth, a loaf of bread in his hand, and a placard which read: "I am with neither of you … I am in favour of jobs and dignity”.
A praca (a właściwie jej brak) i godność są kluczowym podłożem Arabskiej Wiosny Ludów. I o to w rzeczywistości tak naprawdę chyba chodzi. Ludzie tego chcą, chcą spełnić swoje „egoistyczne” pragnienia oraz żyć zgodnie z własnymi przekonaniami religijnymi i tradycją. Tunezja jest państwem arabskim gdzie zdecydowaną większość stanowią wyznawcy islamu i odejście od tego po prostu w żaden sposób nie jest możliwe. Owszem Tunezja jak na standardy MENA jest krajem dosyć liberalnym i otwartym, ale jednak tradycja i wpływ islamu w dalszym ciągu będzie obecna i będzie wywiera wpływ na postępowanie oraz życie Tunezyjczyków. Jest to trudna kwestia, według mnie najlepszym wyjściem byłaby droga tzw. umiarkowanego islamu, która mogłaby stanowić pewien rodzaj kompromisu (chociaż kompromis powoduje, że żadna ze stron do końca nigdy nie będzie zadowolona). Dużo prawdopodobne zwycięstwo Bractwa Muzułmańskiego w niedalekim Egipcie pomału zaczyna budzić niepokój, zatem….  Przesada w jedną albo drugą stronę (świecką albo islamistyczną) nie jest wskazana i nie przyniesie nic dobrego. I nie mam tu na myśli tylko ewentualnych konsekwencji na gruncie arabskim, ale też ogólnie.


 (zdjęcie - AJE)

środa, 16 listopada 2011

Co słychać w Tunezji?



Znowu była długa przerwa…. Chociaż nie aż tak długa jak poprzednia. A obszar MENA (czyli dla niewtajemniczonych Middle East i North Africa) ma to do siebie, że zawsze coś ważnego się dzieje. Z racji braku czasu pociągnę dalej wątek Tunezji, aby zachować pewną ciągłość tej istotnej kwestii.
Jak oceniane są wyniki wyborów przez samych Tunezyjczyków? Z relacji moich tunezyjskich znajomych wynika, że ‘dokonano najlepszego z możliwych wyborów’, bo Ennahda reprezentuje wartości, które uważają za słuszne (i wynikają z islamu), ale też zamierza (zobaczymy jak to wyjdzie w praktyce) pogodzić je z postępem czasu, czyli taki zmodernizowany islam popularyzować. Poza tym, należy podkreślić bardzo istotne przyrzeczenie Ennahdy – aktywna i postępowa działalność w zakresie praw kobiet.
Partia Ennahda (Partia Odrodzenia) ostatecznie (i już oficjalnie na 100%) zdobyła 89 na 217 miejsc w Zgromadzeniu Konstytucyjnym. Głównym targetem partii jest ‘utworzenie’ nowej Konstytucji, co powinno przyspieszyć bieg (jeszcze dosyć długo…) raczkującej demokracji. ‘Demokracji’ z odpowiednim przymiotnikiem, czyli arabska albo muzułmańska. Ponadto musi zostać powołany nowy rząd tymczasowy
i trzeba pomału rozpocząć przygotowania do przyszłorocznych wyborów.
Pierwsze posiedzenie nowo wybranego Zgromadzenia Konstytucyjnego zostało wyznaczone na 22 listopada.
Fouad Mebazaa, tymczasowy prezydent i tymczasowy rząd pod przewodnictwem Beji Caïd Essebsi’ego, powstały w 6 tygodni po obaleniu Ben Aliego zostaną zastąpieni przez tzw. nową ekipę polityczną.




zdjęcia - AJE

piątek, 28 października 2011

Oficjalne wyniki wyborów.

I już mamy oficjalnego zwycięzcę I demokratycznych wyborów do Zgromadzenia Konstytucyjnego w Tunezji.  Wielką niespodzianką nie jest, że wybory wygrała Partia Odrodzenia zdobywając  41,47% głosów. Partii Raszida Ghannuszi przypadnie w związku z tym 90 miejsc (na 217) w konstytuancie.
Na drugim miejscu uplasowała się partia Kongres na rzecz Republiki (CPR) – zdobywając  13,82% głosów i co przekłada się na 30 mandatów. Na trzecim, z prawie 10% poparciem centrolewicowy Ettakatol, czyli Demokratyczne Forum na rzecz Pracy i Wolności (21 mandatów).
Niemałym zaskoczeniem  było czwarte miejsce, które zajęła partia Petycji Ludowej, kierowanej przez Heczmiego Haadmiego,  jednego z najbogatszych tunezyjskich biznesmenów (19 miejsc). Piąte miejsce i 17 mandatów otrzyma z kolei centrolewicowa Postępowa Partia Demokratyczna (PDP).
217-osobowa konstytuanta (czyli coś w rodzaju Zgromadzenia Narodowego, quasi parlamentu) będzie miała rok na opracowanie nowej konstytucji i przeprowadzenie wyborów parlamentarnych. Wybierze również tymczasowego prezydenta, który desygnuje premiera, który stanie na czele przejściowego rządu (wyłonionego w ciągu najbliższych dni) do czasu przeprowadzenia nowych wyborów do parlamentu tunezyjskiego.

Zobaczymy jak cała sytuacja rozwinie się w ciągu najbliższych kilku dni. Już można spotkać się z głosami krytyki dotyczącymi wygranej partii – w zachodnich mediach zdziwienie budzi fakt, że wygrała partia o poglądach, co by nie mówić, konserwatywnych, bo islamska itp…. (idąc tropem podziału jaki funkcjonuje na przykład w Polsce), a Tunezja jest jedynym krajem arabskim o tak dużej świeckiej społeczności. Przeczytawszy program Partii Odrodzenia można mieć mieszane uczucia, bo głównym założeniem ugrupowania jest próba liberalizacji islamu, zbliżenia go (i do niego) Zachodu, próba podjęcia reform, które nie będą sprzeczne ani z islamem ani z demokracją… Zobaczymy jak to im wyjdzie i na ile obiecana wizja pogodzenia islamskich i zachodnich idei uda się zrealizować… Może Raszid Ghannuszi czytał książkę Guya Sormana;)

 
zdjęcie - google.com

czwartek, 27 października 2011

Wybory w Tunezji (czyli 'wróciłam' i zamierzam prowadzić bloga dalej)

Długo, bardzo długo nie pisałam. Mogę się jedynie usprawiedliwić brakiem czasu i weny pisarskiej… Nie ukrywam, że niewielka poczytność bloga czynnikiem mobilizującym nie jest (no dobra, wiem, niektóre wpisy mega porywające nie były…, ale zamierzam to zmienić).
Co ciekawego działo się w tym czasie na arenie arabskiej, kiedy nie było nowych wpisów? Hmmm dużo. I tych rzeczy pozytywnych i negatywnych. Jeśli chodzi o szybką ocenę tego się stało w przeciągu tego tygodnia, do pozytywnych należy zaliczyć przede wszystkim niedzielne wybory parlamentarne w Tunezji (chociaż wynik nie do końca jest zadawalający… ale skoro Tunezyjczycy tak zadecydowali i uważają to za słuszny wybór, decyzję tę należy uszanować i mieć nadzieję, że rzeczywiście na dobrą drogę zwycięska partia poprowadzi ten kraj…ale o tym napiszę niżej). Negatywne? W zasadzie mam problem z wartościowaniem tego wydarzenia, bo jest zarówno dobre jak i złe. O co chodzi? ‘Oficjalne’ obalenie rządów Kaddafiego, sposób w jaki to się stało, reakcja (arabska i reszty świata), ciekawość co będzie dalej (no właśnie? Lepiej?), przedłużenie misji NATO, wizyta polskich inwestorów i ministra spraw zewnętrznych R. Sikorskiego (nie rozumiem po co tak wcześnie… jak zwykle Polska reaguje niezwykle ‘spontanicznie’ na tego typu wydarzenia. Może chodziło po prostu o wyprzedzenie konkurentów z innych krajów), itp. Itp…. Zamierzam poruszyć te kwestie. Dzisiaj będzie o Tunezji.


Niedziela, 23 października 2011 roku. Data ta z pewnością przejdzie/przeszła do historii Tunezji, nowej Tunezji. Dziewięć miesięcy po powstaniu buntu (co zapoczątkowało efekt domina w kolejnych państwach) i po obaleniu rządów Zine El Abidine Ben Aliego doszło do pierwszych demokratycznych i wolnych wyborów parlamentarnych. Frekwencja była nad wyraz wysoka – wyniosła aż 90% (czynny udział w wyborach wzięło udział sporo ludzi młodych, stanowiących znaczną cześć społeczeństwa tunezyjskiego). Obserwatorzy międzynarodowi w regionie Sousse ocenili przebieg wyborów bardzo dobrze, aczkolwiek było pare niedociągnięć związanych z brakiem odpowiedniego przeszkolenia czy informacji. Jednakże nie wpłynęło to na zakłócenie przebiegu wyborów. Sam fakt tak licznej frekwencji należy uznać za bardzo pozytywne – widać, że ludzie chcą/chcieli coś zmienić skoro aż 90% społeczeństwa postanowiło w pewnym stopniu poczuć się odpowiedzialnym za swój kraj.









Raszid Ghannuszi

Oficjalne wyniki miały pojawić się wczoraj w nocy, jednak konferencja prasowa została przełożona. Przed chwilą sprawdziłam wszelkie portale informacyjne (w tym również oczywiście Al Jazeerę) i nic. Czyli trzeba czekać dalej. Z nieoficjalnych wyników, które uznawane są już za pewne, wygrała Partia Odrodzenia (Hizb an-Nahda) - Raszida Ghannusziego, który pod koniec stycznia wrócił do Tunezji po 20 latach pobytu na uchodźstwie w Londynie. To umiarkowanie islamski ugrupowanie zdobyło 101 mandatów. Alternatywę wyborczą dla Partii Odrodzenia stanowiły partie centrolewicowe – tzw. Nowocześni Demokraci  (PDM) postulujący głównie za świeckim państwem, czyli m.in. Ettakatol, Kongres na rzecz Republiki – zdobyli zaledwie 40 mandatów. Partia Demokratyczna Ahmeda Nedżiba Szebbiego oraz wspomniani nowocześni demokraci od samego początku zapowiadali, że nie stworzą koalicji z Al - Nahdą.

Tak czy inaczej – można pogratulować Tunezji i życzyć jej powodzenia aby demokratyczna drogą na którą zamierza wstąpić nie okazała się zbyt długa, kręta i wyboista.


(zdjęcia - google, www.upi.com)