Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 marca 2013

Ponowny proces Hosniego Mubaraka

Egipski sąd apelacyjny wyznaczył na 13 kwietnia rozpoczęcie ponownego procesu byłego prezydenta Egiptu Hosniego Mubaraka i jego współpracowników - ministra spraw wewnętrznych Habib al-Adli i sześciu głównych doradców, pod zarzutem udziału w zabójstwie kilkuset demonstrantów.

84-letni Mubarak obecnie przebywa w kairskim szpitalu wojskowym. W styczniu sąd przychylił się do jego apelacji i wyraził zgodę na uchylenie wyroku oraz ponowny proces. Były prezydent został skazany w czerwcu 2012 r. w pierwszej instancji na dożywocie za udział w zabójstwie demonstrantów w trakcie tłumienia protestów na początku 2011 r.

Adli, były minister spraw wewnętrznych w pierwszej instancji również został skazany na dożywocie. Sześciu dawnych funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa zostało uniewinnionych, co wywołało gwałtowne protesty opinii publicznej. Synowie Mubaraka, Gamal i Alaa, będą ponownie sądzeni pod zarzutami korupcyjnymi, pomimo iż w czerwcu 2012 r. zostali uniewinnieni.


piątek, 22 lutego 2013

Wybory parlamentarne w Egipcie

Wybory parlamentarne w Egipcie rozpoczną się 27 kwietnia - jak wynika z dekretu, który 21 lutego wydał prezydent Egiptu Mohammed Mursi. Głosowanie odbędzie się w 4 etapach i zakończy w czerwcu. Nowy parlament, zgodnie z dekretem, zbierze się już 6 lipca

 

tvn24.pl

 

 21 lutego Szura (tj. izba wyższa parlamentu) przyjęła nową ordynację wyborczą wraz z poprawkami wniesionymi przez Trybunał Konstytucyjny, otwierając drogę do wyznaczenia terminu wyborów. 

 Wybory w Egipcie odbywają się w różnych regionach niejednocześnie. Spowodowane jest to niedostateczną liczbą oddelegowanych przez wymiar sprawiedliwości obserwatorów głosowania.

Ordynacja wyborcza przyjęta 21 lutego przez Szurę zakazuje wybranym już członkom parlamentu przechodzenia do innych partii. Za czasów obalonego prezydenta Hosniego Mubaraka deputowani niezależni często byli skłaniani do przyłączenia się do rządzącej Narodowej Partii Demokratycznej (NPD).

Nowa ordynacja przewiduje, że jedna 1/3 miejsc w izbie niższej będzie zarezerwowana dla kandydatów niezależnych. Znalazł się w niej także zakaz skierowany do byłych członków nieistniejącej już NPD odnośnie ich uczestniczenia w życiu politycznym przez co najmniej 10 lat.

środa, 20 lutego 2013

Egipska prohibicja i jej ewentualne konsekwencje na bezpieczeństwo w regionie

Na początku mała ciekawostka jeśli chodzi o nowy zakaz odnośnie dystrybucji alkoholu w Egipcie.

Egipskie władze zamierzają wprowadzić zakaz sprzedaży alkoholu na nowopowstałych osiedlach miejskich znajdujących się na przedmieściach dużych miast kraju. W związku z tym rząd nie będzie więcej wydawał koncesji sklepom na peryferyjnych osiedlach Kairu, Aleksandrii i innych większych miast.

Ponoć mieszkańcy skarżyli się, że sprzedaż alkoholu prowadzi do różnorakich problemów, takich jak ataki na kobiety, dewastacje mienia czy przypadkowe dzwonienie do różnych mieszkań (to jest chyba najstraszniejsze). 

Tymczasem zwolennicy opozycji dopatrują się tutaj zupełnie innej przyczyny. Ich zdaniem jest to kolejny krok radykalnych władz Egiptu, zmierzający do ograniczenia swobód obywatelskich i tym samym zwiększenie kontroli nad ludem. Może to początek ogólnokrajowej prohibicji? Najpierw, narzucony przez islamistów, zakaz będzie dotyczył tylko nowych osiedli miejskich dużych miast, a potem powoli będą zakazywać go wszędzie indziej. A jak wszędzie indziej, to prędzej czy później dotknie kurortów turystycznych (zazwyczaj z opcją all inclusive). 

Początek radykalizacji i islamizacji kraju czy troska o morale i bezpieczeństwo obywateli? To Egipt. Tam prawa jednostki, jej bezpieczeństwo i komfort bytowy niewiele kogo interesują, a tym bardziej nie rząd. Według mnie ta fałszywa troska podyktowana jest wyłącznie chęcią przypodobania się radykalnym ugrupowaniom, cieszących się sporym (według mnie nieuzasadnionym) poparciem. Władze Egiptu powinny zadać sobie pytanie co na tych quasi moralnych sojuszach może zyskać, a co może stracić. Z zachodniego punktu widzenia - może więcej stracić. W zasadzie może wszystko stracić. Prosta analogia: stabilizacja społeczno-polityczna = turyści (= hotele z opcją all inclusive = alkohol) = pieniądze (duże pieniądze) = bogatsze państwo = stabilizacja gospodarcza = stabilniejsza sytuacja społeczna (poprawa jakości bytu jeśli pieniądze nie trafią do kieszeni "tych na górze") = inwestycje = znowu pieniądze = wszystko co wcześniej wypisałam = arabska demokracja (a więc to o czego większość protestujących co piątek się domagają na kairskim Placu Wolności).

Opcja, w kierunku której zmierza Egipt może wyglądać w następujący sposób: poparcie islamistów = radykalizacja społeczeństwa = pogarszające się nastroje społeczne = złość i bunt przeciw zachodnim "kolonizatorom" = 0 turystów = upadający sektor turystyki (jedyny dochodowy w sumie...) = kulejąca gospodarka = wzrastające zadłużenie wobec innych krajów = jeszcze większa złość społeczna = bieda, nędza i rozpacz = jeszcze gorsze nastroje społeczne = islamiści wykorzystują okazję = jeszcze większa radykalizacja społeczeństwa (z reguły w każdej religii jest tak, że im większa bieda, tym cały "potencjał" lokowany jest w religii) = fala islamizacji (tylko islam, nic więcej) = tragiczna sytuacja Koptów = szalejący fundamentalizm (prawa człowieka, prawa kobiet... jakiekolwiek prawa oprócz prawa szariatu nie istnieją) = protesty (ludzie domagają się sami mając pojęcia czego) = Egipt zamyka się na resztę świata (jedyne sojusze ewentualnie z KSA i Jemenem) = zagrożony Izrael = interwencja USA, a potem reszty sojuszników (czyli pewnie i Polski). I potem mamy drugi, nakierowany na ścieżkę demokracji za pomocą "odpowiednich" środków, Afganistan czy Irak.

Dosyć ponury ten drugi scenariusz, ale biorąc pod uwagę wszystkie czynniki, takiej sytuacji nie można wykluczyć. Zaczyna się "niewinnie" i podstępnie, od alkoholu. 
Kolejna istotna kwestia - podwójna moralność muzułmanina - alkohol jest zabroniony w islamie. Jednak pomimo tego, wielu z wyznawców islamu w domowym zaciszu regularnie go popija albo wręcz pije publicznie. Islam islamem, zabawa zabawą, ale przydałoby się jednak trochę konsekwencji w tym wszystkim.

Zaczyna się tak, a może się skończyć na... No właśnie, na czym może się skończyć?


sobota, 2 lutego 2013

Arabia Saudyjska: 1/5 miejsc w Radzie Konsultacyjnej dla kobiet

Saudyjskie kobiety po raz pierwszy w historii kraju weszły w skład Rady Konsultacyjnej. Jak wynika z opublikowanych ponad 2 tygodnie temu dekretów królewskich, w tym organie doradczym co najmniej 20% miejsc zostało zarezerwowanych dla kobiet.

W jednym z dekretów wymieniono nazwiska 150 nowych członków Rady, powołanych na 4-letnią kadencję, która rozpocznie się już w tym miesiącu. W drugim dekrecie król Abd Allah ibn Abd al-Aziz as-Saud napisał, że kobiety zawsze powinny stanowić co najmniej 20% wszystkich członków Rady.
W dekretach, opublikowanych przez oficjalną agencję SPA, sprecyzowano, że decyzję o włączeniu kobiet do Rady król podjął po licznych konsultacjach z przywódcami religijnymi. Hmm, wydawałoby się, że przywódcy religijni są bardziej konserwatywni i mogą być bardziej na "nie" dla kobiet, a tu proszę... Oczywiście wcale tak wspaniale sytuacja nie wygląda. Król widocznie radził się tych bardziej "liberalnych", bo i tak znalazło się kilkudziesięciu niezadowolonych saudyjskich duchownych, którzy protestowali przed Dworem Królewskim. 

Dla kobiet zarezerwowana będzie część półkolistej sali Rady. Budynek zostanie przebudowany w celu utworzenia oddzielnego wejścia dla pań i zachowania segregacji płci. Rozumiem, że wszyscy będą przebywać w jednej sali, z tym, że będą od siebie oddzieleni? Ciekawe jak będzie wyglądało wspólne wypracowanie jakiegoś stanowiska czy zwykła dyskusja merytoryczna.

150-osobowa Rada jest organem doradczym sprawującego absolutną władzę króla i nie posiada żadnych uprawnień prawodawczych. W jej skład zwykle wchodzą naukowcy, duchowni, biznesmeni i byli urzędnicy.

Rodzina Saudów kontroluje większość stanowisk rządowych. Rząd powoływany jest przez króla, a jedynymi wyborami są wybory municypalne. Król Abd Allah, dotąd uważany za ostrożnego reformatora, 25 września 2011 r. przyznał Saudyjkom prawo do głosowania w wyborach municypalnych. Zapowiedział również włączenie kobiet do Rady Konsultacyjnej "poczynając od następnej kadencji" i odrzucił "marginalizowanie kobiet w społeczeństwie". Słowa jak na razie stara się dotrzymywać. Kwestią sporną jest tylko ocena z jakim skutkiem i czy jest to proces długofalowy wpierany i (także) realizowany przez obywateli.


piątek, 1 lutego 2013

Przedterminowe wybory parlamentarne w Jordanii

23 stycznia w Jordanii odbyły się przedterminowe wybory parlamentarne, zorganizowane przez króla Abdullaha II w celu uspokojenia narastających niepokoi społecznych w państwie. Pomimo iż wstrząsy społeczne w regionie, raczej omijały Jordanię, od 2011 r. rośnie niezadowolenie z warunków ekonomicznych i ograniczeń procesów demokratycznych. 

 news.yahoo.com


Kulminacją niezadowolenia były listopadowe starcia demonstrantów z siłami bezpieczeństwa, które wybuchły w związku z znacznym podniesieniem przez rząd cen paliw. Demonstranci zażądali od władz przeprowadzenia  reform politycznych i gospodarczych, polegających między innymi na utworzeniu nowych miejsc pracy oraz walką z biedą i korupcją.
Podczas manifestacji rozbrzmiewały również hasła niezadowolenia z polityki króla Abdullaha II ibn Husajna i niespotykane dotąd w Jordanii nawoływania do "obalenia reżimu".

Wcześniej prawie wszyscy deputowani Izby Reprezentantów byli wyłaniani w jednomandatowych okręgach wyborczych, co spotykało się z krytyką, że startują w nich bardzo często ludzie związani lojalnością plemienną i stojący blisko dworu królewskiego; 12 miejsc było zarezerwowanych dla mniejszości etnicznych i religijnych, a 12 - dla kobiet. W styczniowych wyborach 27 miejsc będzie obsadzonych w systemie proporcjonalnym z ogólnokrajowych list partyjnych, co jest nadal krytykowane przez opozycję, która domaga się, by miejsc tych była połowa. Liczba miejsc zagwarantowanych dla kobiet wzrosła do 15.

news.yahoo.com


Front Akcji Islamskiej, jedyna opozycyjna frakcja, któremu patronuje Bractwo Muzułmańskie, zapowiedział bojkot wyborów parlamentarnych. Islamiści uważają, że obecna ordynacja marginalizuje Jordańczyków palestyńskiego pochodzenia, stanowiących większość ludności Jordanii na rzecz rdzennej ludności, obsadzającej administrację państwową i aparat bezpieczeństwa. Bractwo Muzułmańskie domaga się przyspieszenia reform politycznych i gospodarczych w kraju, zmian w konstytucji i niezależnej władzy sądowniczej. Islamiści chcą utrzymania monarchii konstytucyjnej. Król Abdullah, na skutek protestów powołał pierwszy w historii trybunał konstytucyjny, co zdaniem islamskiego ugrupowania nie stanowiło pełnej eeformy gospodarczo-politycznej. Do bojkotu przyłączyły się cztery mniejsze ugrupowania, w tym komuniści i Narodowy Front na rzecz Reform byłego premiera Ahmeda Obeidata. Warto dodać, że Jordańczycy obawiają się rządów Bractwa Muzułmańskiego obserwując wydarzenia w Egipcie i nie do końca popierają idee propagowane przez ugrupowanie. Jednak zawsze jacyś zwolennicy się znajdą...

news.yahoo.com

Kampania wyborcza odbywała się bardziej na ulicznych wiecach i na plakatach niż w prasie, radiu, czy telewizji. Podobnie jak w przypadku akcji związanych z Arabską Wiosną Ludów, kampanie agitacyjne odbywały się Facebooku, tak aby dotrzeć do młodych wyborców (w Jordanii jest około 2,5 mln użytkowników Facebooka, z których ponad milion stanowią osoby w wieku 18-24 lata).
news.yahoo.com


Ilość kandydatów wyniosła 1425 osób startujących z 61 list wyborczych. Frekwencja wyniosła ok. 56,5% (z 2,3 mln zarejestrowanych wyborców). Przedstawiciele Misji Obserwacyjnej Parlamentu Europejskiego uznali dzień wyborów za spokojny pomimo sporadycznych lokalnych incydentów. Pomimo kilku usterek technicznych, głosowanie, liczenie głosów oraz ogłaszanie wyników zostały pozytywnie ocenione. Zdaniem Dana Preda, Przewodniczącego Misji Obserwacyjnej Parlamentu Europejskiego wciąż jest wiele do zrobienia, przede wszystkim aby bardziej zaangażować kobiety - stanowiące niemal połowę społeczeństwa - w codzienne życie polityczne Jordanii, ponieważ bez pełnego zaangażowania kobiet w życie polityczne, nie ma pełnej demokracji.


Islamiści i pozostali krytycy rządu zdobyli około 1/4 miejsc w parlamencie. Pozostali to lojaliści Abdullaha II. Nowy parlament po raz pierwszy w historii Jordanii wybierze Prezesa Rady Ministrów. 

news.yahoo.com





środa, 30 stycznia 2013

Maroko: zmiana prawa pozwalającego na małżeństwo z gwałcicielem

Działaczki na rzecz praw kobiet z Maroka z zadowoleniem przyjęły zapowiedź zmiany prawa, które pozwala gwałcicielom uniknąć więzienia poprzez ślub ze swoją ofiarą. Warto podkreślić, że to dopiero pierwszy krok w kierunku reformy kodeksu karnego.
Minister sprawiedliwości Mustafa Ramid zamierza usunąć artykuł 475 kodeksu karnego, według którego można unikać kary pozbawienia wolności jeśli oskarżony o "deprawowanie" albo "uprowadzenie" nieletnich, poślubi swoją ofiarę (co ponoć ma "ocalić" od zhańbienia).


banzaj.pl

Chandija Riadi, szefowa Marokańskiego Stowarzyszenia na rzecz Praw Człowieka (AMHD) uznała to za  istotny krok ku lepszym zmianom, jednak podkreśliła, że w dalszym ciągu nie spełnia to oczekiwań aktywistów na rzecz praw kobiet. Kodeks karny musi zostać zmieniony w całości,  zawiera wiele przepisów dyskryminujących kobiety i nie broni ich przed przemocą. W Maroku wciąż poważnym problemem jest przemoc domowa (tzw. ciche przyzwolenie). 
Zgodnie z  propozycjami na karę 10 lat więzienia może zostać skazana osoba, która popełniła "zwyczajny gwałt" na nieletnim. Karą 20 lat zagrożony jest "gwałt, który prowadzi do utraty dziewictwa". Ciekawe skąd ta 10-letnia różnica... Warto podkreślić, że odpowiedzialność karna ponoszona jest głównie w przypadku dopuszczenia się czynu zabronionego na osobie poniżej 18 roku życia. A co z kobietami, które osiągnęły pełnoletność? Tutaj są pewne luki w prawie i sprawy znacznie bardziej się komplikują.
Kodeks karze agresję przeciwko kobietom z moralnego punktu widzenia, a nie dlatego, że jest to agresja - uważa przewodnicząca Demokratycznej Ligi na rzecz Praw Kobiet (LDDF), Fuzia Asuli. Prawo nie rozpoznaje takich form agresji jak gwałt małżeński, a nadal dyskryminuje inne, normalne zachowanie jak seks pozamałżeński - dodaje Assouli. Ostatnie dane rządowe wskazują, że do 50% ataków dochodzi w ramach małżeństw, a marokański system prawny nie uważa gwałtu małżeńskiego za przestępstwo. 


pinger.pl

Prawie rok temu Maroko i cały świat zszokowała informacja o 16-latniej Aminie al-Filali. Dziewczynka otruła się po trwającym siedem miesięcy małżeństwie z 23-letnim mężczyzną, który ją zgwałcił. Na ślub naciskali rodzice i sędzia, chcąc bronić honoru rodziny.
Minister sprawiedliwości Mustafa Ramid przekonywał, że al-Filali nie została zgwałcona, a do stosunku z 15-latką (tyle miała wówczas lat) doszło za obopólną zgodą.
W 550 przypadkach deprawowania nieletnich w latach 2009-2010 tylko siedem razy skorzystano z artykułu 475, żeby uniknąć kary. Reszta przypadków była ścigana przez prawo - oznajmił premier Abd el-Ilah Benkiran. Ciekawe ile przypadków deprawowania nieletnich nie zostało zgłoszonych w ogóle...

niedziela, 2 grudnia 2012

(Religijni) hejterzy na moim blogu

Wiem, wiem... słomiany zapał - dodaję wpisy i potem znowu przestaję. Mnóstwo spraw, zerówki-egzaminy, wkuwanie kodeksów i tak jakoś ten czas leci. Od paru dni mam w Wordzie gotowy tekst "do dodania" - o natężeniu sporu izraelsko-palestyńskiego. Na szczęście w miarę to się tam "ułożyło". Tekst obecnie wymaga poprawek o nowe fakty m.in. stanowisko Izraela oraz uznanie Palestyny jako nieczłonkowskiego państwa-obserwatora przez ONZ (i czemu strona polska akurat tutaj wstrzymała się od głosu).

Jednocześnie chciałabym poinformować, że nie życzę sobie aby mój blog był komentowany przez tzn. "katolickich fanatyków". Bóg jest we wszystkich religiach ten sam - tylko interpretowany i czczony na inne sposoby i tyle. To, że noszę na nadgarstku khomsę, nie oznacza, że jestem (cytując pewien usunięty już komentarz) "czcicielką Szatana" (nota bene - moja khomsa/ręka Fatimy została poświęcona w Betlejem) ani (cytując kolejny usunięty komentarz) "bezbożnicą" (moja religia i kwestia czy jestem osobą wierzącą czy nie = moja sprawa). 
Zabawne, że tacy chrześcijańscy hejterzy czytają mojego bloga;)  

Coś pozytywnego na koniec. Zachód słońca w Ammanie:

 (Jordan Times/Muath Freij)

sobota, 17 grudnia 2011

Kolejna runda wyborów w Egipcie. Bractwo Muzułmańskie - informacje basic

Drugi etap wyborów w Egipcie… - 14 grudnia mieszkańcy dziewięciu muhafaz rozpoczęli głosowanie. Po Aleksandrii i Kairze (gdzie ponad 65% poparcie zdobyły partie islamistyczne) nadszedł czas nie tylko na Suez i Asuan, ale i na Gizę, Beni Sueif, prowincje znajdujące się w Delcie Nilu Menufiya, Sharqiya i Beheira, kanałowy Ismailiya oraz usytuowany na południu Sohag
Partia Wolności i Sprawiedliwości, założona w kwietniu przez Bractwo Muzułmańskie będzie starała się umocnić swoją pozycję i uzyskać lepsze wyniki z pierwszej rundy, w których uzyskała około 36 % głosów . BM liczą na poparcie wyborców z Ismailiyi na wschodzie, skąd pochodzi jego założyciel i główny ideolog - Hasan Al-Banna.

Tyle się mówi i pisze o Bractwie Muzułmańskim… a czy do końca wszyscy są świadomi kto to i o co właściwie im chodzi oraz jakie są główne idee ugrupowania? Świadoma odpowiedzi, uznałam, że dobrze będzie jak napiszę coś na ten temat.
Bractwo Muzułmańskie (zwane także Braćmi Muzułmanami) to islamska organizacja o charakterze nie tylko religijnym, ale również społeczn – politycznym. Początek jego funkcjonowania datuje się na rok 1928. Ugrupowanie zostało założone przez egipskiego działacza – fundamentalistę islamskiego Hassana al-Bannę jako tzw. forma reakcji na rozpad Imperium Osmańskiego i utworzenie się nowych państw. Mottem Braci Muzułmańskich jest -  Allah jest naszym celem. Prorok naszym przywódcą. Koran naszym prawem. Dżihad naszą ścieżką. Śmierć na ścieżce Boga jest naszą jedyną nadzieją. Czyli islam, islam i… islam (więc i stąd też ich nazwa). Religia jako podstawa w zasadzie wszystkiego. Od początku swojego istnienia są przeciwni wszelkim formom świeckości w krajach muzułmańskich. Odrzucają wszystko co zachodnie i nowoczesne na rzecz systemu opartego wyłącznie na Koranie i szariacie.



Nie lubią Izraela. To najprawdopodobniej oni dokonali zamachu na egipskiego prezydenta Anwara as-Sadata w 1981 r. W 1984 r. BM mogło dalej formalnie istnieć, ale tylko jako organizacja religijna. Jak widać teraz to się trochę pozmieniało… religia staje się polityką i odwrotnie. Widać to zwłaszcza podczas protestów na kairskim Placu Wolności…

W Syrii BM działa już od lat 30. Potem, w 1958 r. zostało zdelegalizowane gdy Syria i Egipt utworzyły Zjednoczoną Republikę Arabską. 3 lata później, gdy ZRA przestała istnieć, BM na nowo rozpoczęło działalność. Gdy do władzy doszła partia Baas, BM znowu została zawieszona. Rozpoczęło to cykl ataków o charakterze terrorystycznym. W konsekwencji, ponieudanym zamachu na prezydenta Assada w czerwcu 1980 r., doszło do  wypowiedzenia wojny Braciom i zostało użyte wojsko. Struktury BM przestały praktycznie istnieć, a jego członkowie zbiegli do pobliskich państw.

W Jordanii BM funkcjonuje oficjalnie i legalnie (pomagali królowi Hussajnowi i dlatego). Ma swoich przedstawicieli w parlamencie i obecnie stanowi jedno z najsilniejszych ugrupowań jordańskich.



(zdjęcie - google.com)

wtorek, 6 grudnia 2011

Egipt - ciąg dalszy

W I turze wyborów w Egipcie zdecydowane, 65-procentowe poparcie zdobyli islamiści i zapowiadają, że zamierzają poprawić wynik w II turze. I chyba oczywiste będzie gdy dostaną się do parlamentu…


Ponad 36% głosów zdobyła Partia Wolności i Sprawiedliwości (ugrupowanie utworzone w tym roku przez Bractwo Muzułmańskie i chyba najlepiej przygotowane do wyborów). Ultrakonserwatywna salaficka partia Al Nur (Światło) uzyskała ponad 24%. Trzecie ugrupowanie islamistyczne, czyli Wassat o dosyć umiarkowanych poglądach – około 4%.
Rozpoczęty 28 listopada maraton wyborczy potrwa do 10 stycznia 2012 r.
Jeśli ktoś czytał mój ostatni wpis dotyczący wyborów w kraju nad Nilem, wie, że tamtejszy system wyborczy jest bardzo skomplikowany. Egipt podzielony jest na 27 prowincji – w wyborach zostało to podzielone na 3 grupy. W każdej grupie odbędą się 2 tury.
28 listopada odbyła pierwsza tura w Kairze i Aleksandrii. Druga zaczęła się wczoraj.
W przyszłą środę zaczną głosować mieszkańcy Suezu i Asuanu.

(zdjęcie - www.jewpi.com)

niedziela, 4 grudnia 2011

Sobotnie protesty w Tunezji

Minął prawie pierwszy tydzień wyborów w Egipcie i sytuacja za dobrze nie wygląda. Obawiam się, że moje wcześniejsze rozważania sprawdzą się. Ale nie o tym dzisiejszy post.  Będzie o dalszym ciągu historii kształtowania się quasi demokracji w państwie Maghrebu gdzie „wszystko się zaczęło”.

W Tunezji niespokojnie… w sobotę 3 grudnia tysiące Tunezyjczyków wyszło na ulice aby zamanifestować swoje poglądy na temat zaistniałego sporu dotyczącego roli religii w państwie.  Powstały tzw. dwie frakcje – islamiści kontra sekularyści (ich poglądów nie trzeba chyba wyjaśniać). W Bardo doszło do „spotkania” około 3 tysięcy islamistów (ich główne hasła to – „Islamic Tunisia is not secular!” i „No to secularist extremism”)  z niecałym tysiącem zwolenników państwa świeckiego. Niezbędna była interwencja policji. Warto dodać, ze napięcia między „obozami” narastają już od stycznia br. ale w sobotę miało miejsce pierwsze tego typu starcie na tle religijno – ideologicznym.
Zdaniem islamistów – świeckie elity, które próbują odgrywać  w państwie dużą rolę od momentu odzyskania niepodległości od Francji, cały czas ograniczają ich wolność wyrażania własnej wiary. Z kolei ich rywale zarzucają im próby uczynienia jednego z najbardziej liberalnych krajów arabskich państwem islamskim.
Zdaniem tych protestujących, którzy opowiadali się za zwiększeniem roli islamu w państwie, zwycięstwo partii Ennahdha jest wyraźnym sygnałem, że w tę stronę chce pójść społeczeństwo i wcale nie zaszkodzi to demokracji czy postępowym reformom. Wcześniej, ich zdaniem, żyli w państwie gdzie obowiązywała dyktatura mniejszości. Jak podaje Al Jazeera, na wiecu powiewały nie tylko flagi Ennahdh’y, oficjalnie nie popierającej protestujących islamistów, ale również zdelegalizowanej ultrakonserwatywnej partii Hizb Tahrir.
Skoro wspomniałam o partii Hizb Tahrir (Partia Wyzwolenia) - warto coś więcej o niej napisać. Jest to partia islamska o zasięgu międzynarodowym, powstała w latach 50. Jako filia palestyńskich Braci Muzułmańskich,  w swoim programie głosi między innymi odbudowę kalifatu, który powinien objąć cały świat muzułmański. Jest nastawiona antyzachodnio - nawołuje do obalenia prozachodnich rządów w państwach arabskich (głównie Egipt i  Arabia Saudyjska) i prorosyjskich w muzułmańskich państwach Azji Środkowej.
W każdym razie jest to wyraźny sygnał dla władzy i obserwatorów tunezyjskiej sceny politycznej, że dzieje się coś niepokojącego i może to wpłynąć na kierunki właściwego rozwoju polityczno - ideologicznego państwa. W artykule, który przytaczam (tu link), ostanie zdanie dało mi dużo do myślenia – „One young man on Saturday stood between the rival crowds with tape over his mouth, a loaf of bread in his hand, and a placard which read: "I am with neither of you … I am in favour of jobs and dignity”.
A praca (a właściwie jej brak) i godność są kluczowym podłożem Arabskiej Wiosny Ludów. I o to w rzeczywistości tak naprawdę chyba chodzi. Ludzie tego chcą, chcą spełnić swoje „egoistyczne” pragnienia oraz żyć zgodnie z własnymi przekonaniami religijnymi i tradycją. Tunezja jest państwem arabskim gdzie zdecydowaną większość stanowią wyznawcy islamu i odejście od tego po prostu w żaden sposób nie jest możliwe. Owszem Tunezja jak na standardy MENA jest krajem dosyć liberalnym i otwartym, ale jednak tradycja i wpływ islamu w dalszym ciągu będzie obecna i będzie wywiera wpływ na postępowanie oraz życie Tunezyjczyków. Jest to trudna kwestia, według mnie najlepszym wyjściem byłaby droga tzw. umiarkowanego islamu, która mogłaby stanowić pewien rodzaj kompromisu (chociaż kompromis powoduje, że żadna ze stron do końca nigdy nie będzie zadowolona). Dużo prawdopodobne zwycięstwo Bractwa Muzułmańskiego w niedalekim Egipcie pomału zaczyna budzić niepokój, zatem….  Przesada w jedną albo drugą stronę (świecką albo islamistyczną) nie jest wskazana i nie przyniesie nic dobrego. I nie mam tu na myśli tylko ewentualnych konsekwencji na gruncie arabskim, ale też ogólnie.


 (zdjęcie - AJE)

poniedziałek, 28 listopada 2011

Zaczęło się, czyli wybory w Egipcie.

Pierwszy dzień wyborów parlamentarnych w Egipcie. Ruszyła pierwsza „runda” wyborów. Mieszkańcy Kairu i Aleksandrii już od wczesnego ranka ustawiali się w kolejki aby móc oddać swój głos.


Niestety (w wielu źródłach znalazłam takie informacje) wybory nie przebiegają tak spokojnie i poprawnie jak w Tunezji. Pojawiają się pierwsze informacje, że dochodziło dzisiaj do przypadków kupowania głosów, bezprawnych agitacji wyborczych czy płacenia głosującym za dokonanie „słusznego” wyboru (zdarzały się przypadki, że zamiast pieniędzy rozdawane były napoje i jedzenie). Niektóre lokale wyborcze nieprzygotowane na tak dużą frekwencję musiały zostać po prostu zamknięte.





To dopiero pierwszy dzień…


(zdjęcia - AJE)

niedziela, 27 listopada 2011

Maraton wyborczy w Egipcie


                                                                                                                                                                                                                            AJE

Zmian na Bliskim Wschodzie ciąg dalszy…. I tym razem nie mam wcale przeczucia, że sytuacja się ustabilizuje i po prostu „będzie dobrze”. O co chodzi? O Egipt, o to co się działo wcześniej i trwa cały czas. I o jutro.
Jutro, czyli w poniedziałek 28 listopada odbędą się pierwsze wybory parlamentarne od momentu obalenia rządów H. Mubaraka. Przeczytałam pare prognoz dotyczących ewentualnych konsekwencji jutrzejszych wydarzeń i zdania są podzielone. Jedni zwiastują stabilizację i poprawę sytuacji, inni zaś coś przeciwstawnego. Ja sądzę, że będzie „coś” pomiędzy. Nie będzie ani bardzo źle ani dobrze… i to właśnie może powodować kłopoty wewnętrzne (niezadowolenie społeczne, protesty, umocnienie czynnika fundamentalistycznego, spadek głównych dochodów pochodzących z turystyki, mieszanie się do spraw wewnętrznych państw trzecich – i to niekoniecznie będzie im chodziło o spokój i demokrację). Egipt staje przed poważnym wyzwaniem. Polityka wewnętrzna wywiera ogromny wpływ na politykę zagraniczną, a ta z kolei na sytuację ekonomiczną i na bezpieczeństwo w regionie (Egiptu i państw, które poczują się zagrożone np. Izrael).
Wracając do wyborów parlamentarnych...  w ciągu ostatnich paru dni Egipcjanie znowu okupują Plac Wolności (cóż za nazewnicza symbolika), protestując i domagając się zniesienia Najwyższej Rady Wojskowej, która tak na dobrą sprawę – nie zrobiła nic w ciągu tych paru miesięcy. Biorąc pod uwagę styczniowe wydarzenia i możliwości jakie one stwarzały, tymczasowa Rada Wojskowa mogła wiele zdziałać (plus tzw. praca nad własnym PR) i uniknęłaby tego co jest teraz.
Egipt liczy sobie 82 miliony osób. Oczywiste jest to, że poniedziałek nie będzie jedynym dniem, w którym będą przeprowadzone wybory. Potrwa to nie pare dni, ale nawet kilka miesięcy i z pewnością tak sprawnie to się nie odbędzie jak w Tunezji. Co więcej – duży kraj, dużo ludzi, długość okresu wyborów – na co te czynniki mogą wpłynąć? Na to, że może dojść po prostu do wielu oszustw i manipulacji polityczno – społecznej.
Od jutrzejszego poniedziałku do 10 stycznia 2012 r. ponad 40 mln obywateli uprawnionych do głosowania wybierze 498 deputowanych do Zgromadzenia Ludowego. Dziesięciu kolejnych będzie mianowanych przez marszałka Husejn Tantawiego, obecnie piastującego stanowisko przewodniczącego tymczasowej Rady Wojskowej. System parlamentarny Egiptu jest trochę skomplikowany – 1/3 miejsc zostanie przyznana zwycięzcom wyborów w okręgach jednomandatowych w dwóch turach, a pozostałe 2/3 – kandydatom, którzy zostaną wybrani z list w sposób proporcjonalny.

27 gubernatorstw (muhafaz) Egiptu podzielono na trzy grupy. W każdej po kolei będzie odbywać się głosowanie. 28 listopada głosy na deputowanych zaczną oddawać mieszkańcy Kairu i Aleksandrii. 14 grudnia zagłosują mieszkańcy Suezu i Asuanu. 3 stycznia 2012 r. – Egipcjanie zamieszkujący Półwysep Synaj i region delty Nilu. Wyniki poznamy najprawdopodobniej 13 stycznia 2012 r.
Pare tygodni później, czyli od 29 stycznia 2012 r. obywatele egipscy będą wybierać senatorów - zasiądą oni w Radzie Konsultatywnej.
Tak wyłoniony parlament powoła 100-osobową komisję, której celem będzie napisanie nowej konstytucji.

I co dalej? Duże szanse na wygraną ma (albo miało) Bractwo Muzułmańskie. Nie jest tajemnicą, że o poparcie dbają już od pierwszych dni rewolucji, są dobrze przygotowani i zorganizowani. W kwietniu br. utworzyli Partię Wolności i Sprawiedliwości.  Od niedawna można zauważyć niewielki spadek poparcia dla BM. Jest to spowodowane głównie tym, że ludzie zaczynają sobie zdawać sprawę, że owszem przywiązanie do tradycji i wartości muzułmańskim jest bardzo ważne, ale to nie jest do końca tym o co im chodzi. BM jest zbyt autorytarne i żadne władzy, a nadmiar tych cech jest niewskazany biorąc pod uwagę egipską przeszłość i jaki to może mieć skutek w przyszłości.

Partie lewicowe, centrolewicowe, laickie i liberalne – owszem są, ale mało zorganizowane i podzielone wewnątrz swoich struktur. W wyborach weźmie też udział wielu członków z Partii Narodowo – Demokratycznej H. Mubaraka. Jednak swoimi nazwiskami nie sygnują już tej partii – z reguły kandydują jako niezależni bądź reprezentują inne partie.

Co będzie dalej? Dowiemy się dopiero w styczniu. Obecnie można tylko obserwować zachowanie społeczeństwa, partii politycznych różnych frakcji, wojska, organizacje wyborów i ich przebieg. Bo przecież my – czyli tzw. świat – nie mamy żadnego wpływu na decyzję jaką podejmie 42-milionowe społeczeństwo kraju nad Nilem. Mam tylko nadzieję, że skoro chcą „demokracji” (i wszelkich jej „skutków”), to podejmą właściwą decyzję i w tym kraju w końcu będzie lepiej.



Skrótowe objaśnienie systemu wyborczego w Egipcie (z genialnej strony AJE):














(zdjęcia - worldhum.com, google, AJE)

środa, 16 listopada 2011

Co słychać w Tunezji?



Znowu była długa przerwa…. Chociaż nie aż tak długa jak poprzednia. A obszar MENA (czyli dla niewtajemniczonych Middle East i North Africa) ma to do siebie, że zawsze coś ważnego się dzieje. Z racji braku czasu pociągnę dalej wątek Tunezji, aby zachować pewną ciągłość tej istotnej kwestii.
Jak oceniane są wyniki wyborów przez samych Tunezyjczyków? Z relacji moich tunezyjskich znajomych wynika, że ‘dokonano najlepszego z możliwych wyborów’, bo Ennahda reprezentuje wartości, które uważają za słuszne (i wynikają z islamu), ale też zamierza (zobaczymy jak to wyjdzie w praktyce) pogodzić je z postępem czasu, czyli taki zmodernizowany islam popularyzować. Poza tym, należy podkreślić bardzo istotne przyrzeczenie Ennahdy – aktywna i postępowa działalność w zakresie praw kobiet.
Partia Ennahda (Partia Odrodzenia) ostatecznie (i już oficjalnie na 100%) zdobyła 89 na 217 miejsc w Zgromadzeniu Konstytucyjnym. Głównym targetem partii jest ‘utworzenie’ nowej Konstytucji, co powinno przyspieszyć bieg (jeszcze dosyć długo…) raczkującej demokracji. ‘Demokracji’ z odpowiednim przymiotnikiem, czyli arabska albo muzułmańska. Ponadto musi zostać powołany nowy rząd tymczasowy
i trzeba pomału rozpocząć przygotowania do przyszłorocznych wyborów.
Pierwsze posiedzenie nowo wybranego Zgromadzenia Konstytucyjnego zostało wyznaczone na 22 listopada.
Fouad Mebazaa, tymczasowy prezydent i tymczasowy rząd pod przewodnictwem Beji Caïd Essebsi’ego, powstały w 6 tygodni po obaleniu Ben Aliego zostaną zastąpieni przez tzw. nową ekipę polityczną.




zdjęcia - AJE

piątek, 28 października 2011

Oficjalne wyniki wyborów.

I już mamy oficjalnego zwycięzcę I demokratycznych wyborów do Zgromadzenia Konstytucyjnego w Tunezji.  Wielką niespodzianką nie jest, że wybory wygrała Partia Odrodzenia zdobywając  41,47% głosów. Partii Raszida Ghannuszi przypadnie w związku z tym 90 miejsc (na 217) w konstytuancie.
Na drugim miejscu uplasowała się partia Kongres na rzecz Republiki (CPR) – zdobywając  13,82% głosów i co przekłada się na 30 mandatów. Na trzecim, z prawie 10% poparciem centrolewicowy Ettakatol, czyli Demokratyczne Forum na rzecz Pracy i Wolności (21 mandatów).
Niemałym zaskoczeniem  było czwarte miejsce, które zajęła partia Petycji Ludowej, kierowanej przez Heczmiego Haadmiego,  jednego z najbogatszych tunezyjskich biznesmenów (19 miejsc). Piąte miejsce i 17 mandatów otrzyma z kolei centrolewicowa Postępowa Partia Demokratyczna (PDP).
217-osobowa konstytuanta (czyli coś w rodzaju Zgromadzenia Narodowego, quasi parlamentu) będzie miała rok na opracowanie nowej konstytucji i przeprowadzenie wyborów parlamentarnych. Wybierze również tymczasowego prezydenta, który desygnuje premiera, który stanie na czele przejściowego rządu (wyłonionego w ciągu najbliższych dni) do czasu przeprowadzenia nowych wyborów do parlamentu tunezyjskiego.

Zobaczymy jak cała sytuacja rozwinie się w ciągu najbliższych kilku dni. Już można spotkać się z głosami krytyki dotyczącymi wygranej partii – w zachodnich mediach zdziwienie budzi fakt, że wygrała partia o poglądach, co by nie mówić, konserwatywnych, bo islamska itp…. (idąc tropem podziału jaki funkcjonuje na przykład w Polsce), a Tunezja jest jedynym krajem arabskim o tak dużej świeckiej społeczności. Przeczytawszy program Partii Odrodzenia można mieć mieszane uczucia, bo głównym założeniem ugrupowania jest próba liberalizacji islamu, zbliżenia go (i do niego) Zachodu, próba podjęcia reform, które nie będą sprzeczne ani z islamem ani z demokracją… Zobaczymy jak to im wyjdzie i na ile obiecana wizja pogodzenia islamskich i zachodnich idei uda się zrealizować… Może Raszid Ghannuszi czytał książkę Guya Sormana;)

 
zdjęcie - google.com

czwartek, 27 października 2011

Wybory w Tunezji (czyli 'wróciłam' i zamierzam prowadzić bloga dalej)

Długo, bardzo długo nie pisałam. Mogę się jedynie usprawiedliwić brakiem czasu i weny pisarskiej… Nie ukrywam, że niewielka poczytność bloga czynnikiem mobilizującym nie jest (no dobra, wiem, niektóre wpisy mega porywające nie były…, ale zamierzam to zmienić).
Co ciekawego działo się w tym czasie na arenie arabskiej, kiedy nie było nowych wpisów? Hmmm dużo. I tych rzeczy pozytywnych i negatywnych. Jeśli chodzi o szybką ocenę tego się stało w przeciągu tego tygodnia, do pozytywnych należy zaliczyć przede wszystkim niedzielne wybory parlamentarne w Tunezji (chociaż wynik nie do końca jest zadawalający… ale skoro Tunezyjczycy tak zadecydowali i uważają to za słuszny wybór, decyzję tę należy uszanować i mieć nadzieję, że rzeczywiście na dobrą drogę zwycięska partia poprowadzi ten kraj…ale o tym napiszę niżej). Negatywne? W zasadzie mam problem z wartościowaniem tego wydarzenia, bo jest zarówno dobre jak i złe. O co chodzi? ‘Oficjalne’ obalenie rządów Kaddafiego, sposób w jaki to się stało, reakcja (arabska i reszty świata), ciekawość co będzie dalej (no właśnie? Lepiej?), przedłużenie misji NATO, wizyta polskich inwestorów i ministra spraw zewnętrznych R. Sikorskiego (nie rozumiem po co tak wcześnie… jak zwykle Polska reaguje niezwykle ‘spontanicznie’ na tego typu wydarzenia. Może chodziło po prostu o wyprzedzenie konkurentów z innych krajów), itp. Itp…. Zamierzam poruszyć te kwestie. Dzisiaj będzie o Tunezji.


Niedziela, 23 października 2011 roku. Data ta z pewnością przejdzie/przeszła do historii Tunezji, nowej Tunezji. Dziewięć miesięcy po powstaniu buntu (co zapoczątkowało efekt domina w kolejnych państwach) i po obaleniu rządów Zine El Abidine Ben Aliego doszło do pierwszych demokratycznych i wolnych wyborów parlamentarnych. Frekwencja była nad wyraz wysoka – wyniosła aż 90% (czynny udział w wyborach wzięło udział sporo ludzi młodych, stanowiących znaczną cześć społeczeństwa tunezyjskiego). Obserwatorzy międzynarodowi w regionie Sousse ocenili przebieg wyborów bardzo dobrze, aczkolwiek było pare niedociągnięć związanych z brakiem odpowiedniego przeszkolenia czy informacji. Jednakże nie wpłynęło to na zakłócenie przebiegu wyborów. Sam fakt tak licznej frekwencji należy uznać za bardzo pozytywne – widać, że ludzie chcą/chcieli coś zmienić skoro aż 90% społeczeństwa postanowiło w pewnym stopniu poczuć się odpowiedzialnym za swój kraj.









Raszid Ghannuszi

Oficjalne wyniki miały pojawić się wczoraj w nocy, jednak konferencja prasowa została przełożona. Przed chwilą sprawdziłam wszelkie portale informacyjne (w tym również oczywiście Al Jazeerę) i nic. Czyli trzeba czekać dalej. Z nieoficjalnych wyników, które uznawane są już za pewne, wygrała Partia Odrodzenia (Hizb an-Nahda) - Raszida Ghannusziego, który pod koniec stycznia wrócił do Tunezji po 20 latach pobytu na uchodźstwie w Londynie. To umiarkowanie islamski ugrupowanie zdobyło 101 mandatów. Alternatywę wyborczą dla Partii Odrodzenia stanowiły partie centrolewicowe – tzw. Nowocześni Demokraci  (PDM) postulujący głównie za świeckim państwem, czyli m.in. Ettakatol, Kongres na rzecz Republiki – zdobyli zaledwie 40 mandatów. Partia Demokratyczna Ahmeda Nedżiba Szebbiego oraz wspomniani nowocześni demokraci od samego początku zapowiadali, że nie stworzą koalicji z Al - Nahdą.

Tak czy inaczej – można pogratulować Tunezji i życzyć jej powodzenia aby demokratyczna drogą na którą zamierza wstąpić nie okazała się zbyt długa, kręta i wyboista.


(zdjęcia - google, www.upi.com)

środa, 27 lipca 2011

Zjednoczone Emiraty Arabskie : Izrael

Dzisiaj będzie trochę poważniejszy temat. Stosunki Zjednoczonych Emiratów Arabskich z Izraelem są istotne w regionie, chociaż wydaje mi się, że nie poświęca im się tyle uwagi, ile powinno. Niestety trudno znaleźć jakaś sensowaną publikację na temat stosunków bilaterlanych tych państw.



Oficjalne stosunki dyplomatyczne między Izraelem a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi w dalszym ciągu nie zostały nawiązane. Jednak oba państwa łączą liczne powiązania handlowe i podobnie jak w przypadku KSA ich wspólnym sojusznikiem są Stany Zjednoczone, a regionalnym przeciwnikiem jest Iran.
W 2004 r. pojawiły się pierwsze doniesienia, że Izrael planuje otworzyć swoje biuro w Abu Dhabi, co miało stanowić nadzieję na nawiązanie stosunków. Ruch ten był częścią działań izraelskich w celu poprawy stosunków ze światem arabskim po tym jak rząd izraelski zapowiedział wycofanie się z niektórych obszarów palestyńskich. Zgodnie z planem Ariela Szarona Izrael miał wycofać swoje wojska ze Strefy Gazy i ewakuować osadników żydowskich z Zachodniego Brzegu.

Tel Aviv

(oczywiście) Dubaj
Stronie izraelskiej nie zależy na ustanowieniu pełnych stosunków dyplomatycznych. Zamiast izraelskiej ambasady miało powstać centrum (podobne do tego, które znajduje się już w Katarze) reprezentujące interesy Izraela.

W lipcu 2007 r. ZEA zapowiedziały budowę nowego miasta dla Palestyńczyków na terenie rozbiórki osiedli żydowskich ze Strefy Gazy. Miasto miało się nazywać Khalifa bin Zayed City i zagwarantować mieszkania 30 – 40 tys. Palestyńczykom, którego szacowany koszt wynosiłby około 100 mln USD.

Na początku 2010 r. doszło do wydarzenia, które wstrząsnęło opinią publiczną, a w świecie arabskim zawrzało. Agenci izraelskiego Mossadu podający się za mieszkańców kilku krajów Europy Zachodniej (z których nie jest potrzebna wiza do ZEA), przylecieli do Dubaju i zameldowali się w hotelu, w którym przebywał poszukiwany przez Izrael Mahmud al-Mabhouh, jeden z przywódców palestyńskiej organizacji Hamas (na stałe mieszkający w Damaszku posługujący się fałszywym paszportem). Władze izraelskie uważają, że celem jego wizyty w Zjednoczonych Emiratach Arabskich miało być zorganizowanie przerzutu broni do Strefy Gazy. Aby nie rzucać się w oczy na korytarzach luksusowego hotelu Bustan-Rotana w Dubaju, agenci byli przebrani w stroje do stroje sportowe. Do pokoju al-Mabhouh wprowadziła ich prawdopodobnie agentka przebrana za pokojówkę. Po paru godzinach znaleziono zwłoki Palestyńczyka. Eksperci są pewni - izraelski wywiad Mossad nadal używa swoich starych metod eliminowania wrogów swojej ojczyzny poprzez skrytobójstwa dokonywane na nich za granicą. Szef dubajskiej policji generał Dahi Khalfan Tamim wyraził żal, że wszyscy zamachowcy pochodzili z tak zwanych krajów zaprzyjaźnionych z ZEA. Według późniejszych doniesień osoby, które dokonały zamachu posiadały obywatelstwo któregoś z tych państw oraz izraelskie. Hamas natychmiast oskarżył o ten atak izraelską służbę wywiadowczą Mossad. Generał Khalfan oświadczył, że nie można wykluczyć takiej możliwości.
Dubajska policja twierdzi, że Izrael fałszuje dokumenty na masową skalę. Generał Dahi Halfan ostrzegł, więc kraje w regionie, aby dokładniej sprawdzały dokumenty podróżnych. Oświadczył też, że Zachód powinnien przeciwstawić się działaniom Izraela. Śledztwo w sprawie morderstwa przywódcy Hamasu wciąż trwa. Tel Awiw oficjalnie nie wypowiedział się na temat morderstwa w Dubaju. Mimo to Zachód i Zjednoczone Emiraty Arabskie są przekonane, że stoi za nim Mossad. Interpol wystawił 27 listów gończych za podejrzanymi agentami. Zjednoczone Emiraty Arabskie zaostrzyły kontrole graniczne. Izraelczycy oraz osoby podejrzane o posiadanie izraelskiego obywatelstwa nie są przepuszczane przez granicę.


Nieciekawa sytuacja między tymi państwami przekłada się również na sferę ekonomiczną. Coraz więcej cudzoziemców przybywa do Dubaju, zarówno w celach turystycznych jak i znalezienia pracy. Z jednym wyjątkiem – oprócz obywateli izraelskich, w stosunku do których trwa bojkot. W wyniku wyższej ceny oleju rakietowego, znaczenie emirackich metropolii – Abu Dhabi i Dubaju wzrosło w ostatnich latach. Analitycy międzynarodowi starają się zbadać co to zjawisko może oznaczać dla Izraela – przede wszystkim pozycja jednego z najbardziej dynamicznie rozwijających się regionów może zostać zachwiana, poprzez chociażby tak zwaną izolację regionalną. Poza tym za parenaście lat może się okazać, że dla USA bardziej opłacalne będzie przejście na stronę „frakcji proarabskiej”. Izraelczycy wielokrotnie nie uczestniczą w konferencjach międzynarodowych, które organizowane są w ZEA. Ponadto powstała inicjatywa utworzenia funduszu private equity, który będzie skierowany do wszystkich państw w regionie bliskowschodnim, z wyjątkiem Izraela. Jednocześnie ZEA dba o stały kontakt z Izraelem, na przykład zapraszają izraelskiego ministra na konferencję w sprawie energii odnawialnej, o czym wspomniano wcześniej.
Jak wspomniał Stanley Gold, prezes Shamrock Holdings, główny inwestor w Izraelu – „Jeśli Dubaj stanie się miejscem destynacji kapitałowej, a Izrael nie będzie mógł brać w tym udziału, to będzie to miało dla niego poważne negatywne skutki ekonomiczne”. Dlatego zarówno Izrael jak i ZEA powinny nawzajem się obserwować, aby móc podejmować odpowiednie decyzje. Gdyby nie bojkot arabski i skomplikowana sytuacja polityczna ZEA i Izrael mogłaby nawiązać współpracę, która byłaby pozytywna dla całego regionu.
W sytuacji obecnej biznesmeni z ZEA nie chcą inwestować w Izraelu, chociaż coraz częściej pojawia się pogląd, że należałoby rozróżnić kwestie polityczne od ekonomicznych. Zwłaszcza, że ZEA mogłyby pozyskać izraelską technologię w zakresie rozwoju sieci wodnej i elektrycznej.